A stalinowska maksyma ciągle żywa

Powoli już tracę całkowicie szacunek do tego kraju, a właściwie do ludzi, którzy nim rządzą, stanowią i egzekwują prawo. Tutaj ciągle żywa jest maksyma prokuratora z ery stalinowskiej: "Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie". Dlaczego o tym piszę? Oto scenka z dnia dzisiejszego. Jadę samochodem około godziny 20-tej, Katowice, okolice lotniska Muchowiec. Jadę powoli, z daleka widzę, że stoi radiowóz oraz policyjny motocykl. Zostaję zatrzymany, pytam więc o powód zatrzymania, policjant rzuca mi nr artykułu, który oczywiście nic mi nie mówi. Proszę o wyjaśnienie, więc zostaję poinformowany, że ma takie prawo, aby zatrzymać pojazd tudzież kierowcę do kontroli. Jakkolwiek może to zabrzmieć w tekście czytanym, wszystko przebiega w dosyć uprzejmym tonie z obu stron. Teoretycznie wszystko w porządku, ale nie - to nie jest w porządku! Nie robię nic złego, mój pojazd nie figuruje na liście pojazdów skradzionych, jadę zgodnie z przepisami, dlaczego zostaję zatrzymany? Nie wyglądam też na murzyna, nawet z daleka!
O ile mi wiadomo, w bardziej cywilizowanych krajach policja nie zatrzymuje pojazdów do "rutynowej kontroli". Jak nic nie przeskrobałeś, jedziesz zgodnie z przepisami, proszę bardzo. Jeśli masz obce blachy, zgubiłeś się w obcym mieście, podjedź i spytaj jak trafić, wskażą drogę, czasem nawet będą pilotować. Ale nie u nas, w polsce obywatel jest złem koniecznym, który ma płacić podatki, a policja nie jest przecież po to, żeby służyć i chronić, ale żeby uprzykrzać nam życie. Wysoko postawiony funkcjonariusz z Biura Ruchu Drogowego KGP przyznaje to wprost w tym oto materiale (7:15 - 7:30): http://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/szybcy-i-glupi,438530.html
A teraz prawdziwy powód mojego zatrzymania: w czwartki około godziny 20-tej w tamtych okolicach zbierają się ludzie, którzy pasjonują się motoryzacją, przyjeżdżają swoimi samochodami, swego czasu zdarzały się nawet jakieś wyścigi po mieście, ale teraz z tego co wiem to zwykłe spotkania, na których można pooglądać nietuzinkowe samochody, pogadać, posłuchać dźwięku silnika, ktoś robi zdjęcia, ktoś przegazówkę... czy to jest aż tak szkodliwe społecznie, żeby wystawiać patrole, które mają tym ludziom, nam, uprzykrzać życie? Dobra, może tutaj prewencyjne wystawienie patrolu faktycznie ma uzasadnienie. Ale po co dręczyć ludzi, wlepiać mandaty, straszyć zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego pojazdu?
No i tu właśnie dochodzimy do sedna, czyli ciągle żywej maksymy z okresu stalinowskiego: "Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie". Brak trójkąta, gaśnicy, stwierdzenie "na oko", że szyby są za bardzo przyciemnione, wydech zbyt głośny... zawsze coś się znajdzie. Naprawdę? Komu i czemu to służy? Czy my naprawdę chcemy żyć w takim kraju? Czy my to wszystko ciągle powinniśmy utrzymywać z naszych podatków? Czy zamiast represjonować ludzi, którzy mają jakąś pasję i zainteresowania nie powinno się dać im możliwości rozwoju? Buduje się stadiony i kościoły z pieniędzy podatników, niezależnie od ich zainteresowań i wyznania, może więc czas pomyśleć o innych obiektach? Miejsc gdzie można poćwiczyć technikę jazdy jest jak na lekarstwo, torów oraz miejsc gdzie można się legalnie ścigać jeszcze mniej. Dziwi Was, że ludzie ścigają się nocą po mieście? Dziwi Was, że przy okazji rozbijają samochody kosząc przystanki i zgromadzonych tam ludzi? Mnie wcale. Nie potrafimy jeździć, nie mamy gdzie się nauczyć, trenować, nie mamy gdzie się sprawdzić. Nie usprawiedliwia to oczywiście tak medialnie rozdmuchanej ostatnio "Bogusiowej" czy też "Robusiowej" jazdy po mieście M3-ką (celowo nie zamieszczam linku do filmu), ale dziwi mnie, że w takim dość inteligentnym (przynajmniej jeszcze do niedawna) narodzie ludzie ciągle dają się mamić tymi opowieściami jacy to piraci drogowi są źli, a jak to wspaniała policja czuwa nad bezpieczeństwem i ich wyłapuje. Tu właśnie widać jaką to mamy sprawną policję i wymiar sprawiedliwości. Policja nie potrafi znaleźć kierowcy z filmu. Internauci po jakichś 15 sekundach śledztwa ustalają prawdopodobną tożsamość, ale policja nie ma podstaw do zatrzymania, a prokuratura do wszczęcia śledztwa bo to tylko wykroczenie, sprawa robi się coraz bardziej medialna, wypowiada się premier... what the fuck? premier naszego rządu zajmuje się sprawą "pirata drogowego"? Gdzie my żyjemy? No ale idziemy dalej - pod naciskiem premiera, mediów i społeczeństwa prokuratura zmienia zdanie i jednak może zakwalifikować to jako przestępstwo i wszcząć śledztwo - what the fuck again? To w końcu sądownictwo jest czy nie jest niezależne?
Szczerze mówiąc nie widzę dobrego rozwiązania tej sprawy. Jeśli chłopu się upiecze, to zostanie ukazana totalna bezsilność organów ścigania, no i pewnie też znajdą się naśladowcy. Jeśli zaś zostanie ukarany to na podstawie czego? Czy jemu udowodnią, że jechał tym autem, czy to on będzie udowadniał, że nie jechał? Aha, no zawsze jest jeszcze opcja "Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie".
A nagonka dopiero się zaczęła. Teraz w imię poprawy bezpieczeństwa będziemy jeszcze bardziej monitorowani, zostaną nam narzucone kolejne ograniczenia i zalecenia. Policja zrobi akcję "zero tolerancji" i będzie wyłapywać tych bezczelnych piratów, których stać na drogie auta przekraczające prędkość na pustych po horyzont drogach. Przy okazji przypomniał mi się leciwy już tekst Jana Pietrzaka pt. "Wolny obywatel", którego fragmenty zacytuję:

"Tutaj nie wolno palić.
Tu pić nie wolno piwa.
To miejsce nie dla pana.
Zabrania się używać.
(...)

Przejścia dla pieszych niema.
Szybkość ograniczona.
Proszę mówić na temat.
Wstęp surowo wzbroniony.

Nie przewozić w wagonie.
Nie wychylać się z okna.
Prosto stać, wstrzymać oddech.
Iść natychmiast do kąta.

W kartotece, niestety
Taki nie figuruje.
Od powyższej decyzji
Odwołanie nie przysługuje.
..........

Nie używam, nie palę,
Ograniczam, wstrzymuję,
Nie odzywam się wcale,
Siadam, padam, hamuję,
Nie oddycham, nie chodzę,
Myśleć nie mam zwyczaju...
Ja - wolny obywatel w wolnym kraju."

Tagi: